niedziela, 18 kwietnia 2010

Pierwsze starcia

No, może nie do końca na śmierć i życie, ale jednak. Dostaliśmy propozycję pogrania trochę w miejscu, w którym exp leci jak na x20. Wszystko pięknie, ale trzeba summonera, który nas tam ściągnie, bo to miejsce zarezerwowane jest dla postaci z odpowiednim questem. My, jako outsiderzy, musimy niestety zadowolić się pomocą innych.

Problem stworzyłem, kiedy nasz drogi pomocnik dołączył do drużyny i rozpoznałem w nim... bociarza!
I tak oto drużyna, zanim na dobre się zebrała, musiała obejść się bez mojego udziału w przygodzie. Zobi(który zorganizował tegoż osobnika do drużyny) szczególnie się wściekł, że mu kolegę na wejściu obrażam. Najwyraźniej pamięć mu zawodzi, skoro po dwóch miesiącach zapomniał mojego ostrzeżenia...

Tak czy inaczej, mości Makak postanowił się z nimi przejść. Nie mam mu tego za złe, nawet dobrze taki rekonesans czasem zrobić. Nie zagrzał tam zbyt długo miejsca, ku szczególnej uciesze Zobiego ;).

Zabawniejszym epizodem jest nowa rekrutka, która miała się odezwać już dwa dni temu o przyjęcie do naszego licznego grona klanowiczów. Nie ma to jak na wejściu okazać niesłowność - tego też jednak nie mam za złe, bo przecież nie zawsze łatwo zgrać się w czasie online.

Jak to podsumował zwięźle mości zastępca Makak: Nasz klan rozwija się wyjątkowo dynamicznie.

Jeszcze ze dwadzieścia lat i będziemy ownować.

Do następnego!
Zielony

środa, 14 kwietnia 2010

Idzie

Tak idzie. Nasz były klanowicz, Zobi, ostatnio wpadł w stan lekkiej złości(czyt. pienił się), kiedy podjechaliśmy do niego na striderach(tzw. smoczkach). Cytował nie będę, bo nie chce mi się wciskać tyle razy gwiazdki na klawiaturze. W każdym razie nie był nami zachwycony, ale trudno się dziwić - w nowym klanie jest tak zajęty, że nie znalazłby pewnie czasu na lvlowanie hatchlinga(młody strider), a co dopiero robienie questa na stridera.

Tak czy inaczej, następnym questem jest zenchantowanie broni mości Makaka na +3. Zadanie próbuje mi utrudnić sama gra - z niewiadomych powodów nie lubi, kiedy zostawiam sklep ustawiony na noc i po krótkim czasie po prostu mnie wyrzuca z grona podłączonych, czego efektem są dwie noce i jeden dzień bezowocnego zużywania prądu. Nic to - czasem trzeba pomyśleć nad innymi rozwiązaniami.

Dosyć ciekawą propozycję otrzymałem niedawno od klanu Zobiego - sojusz. O ile na pierwszy rzut oka wygląda to atrakcyjnie, o tyle po paru sekundach w miarę aktywnego myślenia cień zakrywa pseudokorzyści sojuszu.

Przede wszystkim, nie uśmiecha mi się robienie za dostające w zęby od wrogów Drunkardów zaplecze finansowe.

Poza tym, nawet gdyby wojny nie było, nie mam zamiaru łączyć sił z klanem, w którym nikomu nie przeszkadza bot.

Krótko, zwięźle, slangowo acz treściwie mówiąc/pisząc: pi***olę ich.

Do następnego!
Zielony

sobota, 10 kwietnia 2010

Liczne wyprawy

Sojusz nasz o nazwie "Mist" działa, mimo nieliczności kompanii grającej, całkiem sprawnie. Ciekawe, ile może zdziałać jeden krasnal spoil.

Pierwsze szukanie materiałów okazało się łatwe - a ich ilość na questa Formal Wear jest imponująca dla początkujących. Takie na przykład 2400 elementów Suede, której to ilości zdobycie niemożliwym jest dla postaci nie-krasnalowatych w pojedynkę. A tak - po wyjęciu 3/4 tegoż materiału z magazynu - zostało jedyne 629 do zdobycia, co zajęło mi raptem z godzinkę (właściwie 1,5h wliczając kilka disconnectów ;).

No, ale takie techniczne sprawy są nudne, więc...

Co ciekawego?

Z mości Makakiem odwidziliśmy na szybko katakumby Wiedźmy. Miałem być tylko "na chwilę", jednak po odkryciu trzech botów szybko minęły ze trzy godziny. Swoją drogą całkiem miła zabawa jest, kiedy po wskrzeszeniu bota ten automatycznie klika "confirm" i można go lać od nowa xD

W taki oto piękny sposób, oczyszczając server z niepotrzebnych śmieci i zniechęcając kolejnego cheatera, nabiliśmy razem ze 30 punktów PK, które zbiliśmy dosyć szybko na otaczających nas mobach.

Zastanawiało nas tylko, jak zareaguje właścicicel tamtych postaci, gdy rano obudzi się i sprawdzi, ile to lvli mu się nabiło przez noc i przekona się, że nie tylko nie nabiło mu ani jednego, ale nawet nieco mu ubyło. Takie myśli przyprawiają o miły dreszczyk. Mości Makak nawet zastanawiał się głośno: Czy wymieniony bociarz rzuci klawiaturą w monitor, czy na odwrót, monitorem w klawiaturę?

Tak, to była owocna wyprawa...

Do następnego!
Zielony

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Zmiany

Pierwszą sprawą jest sprzęt dla mości Makaka - po chwili słowiańskiej zadumy uznaliśmy, że dużo łatwiej dokupić hełm klasy B, coby set był kompletny, niż tracić życia w dążeniu do zdobycia niewiele lepszej zbroi.

Pomysł okazał się trafny - teraz śmigamy u Wiedźmy w najlepsze, czyszcząc duże sale we dwóch, podczas gdy wcześniej mieliśmy duże trudności z utrzymaniem się przy życiu we trzech. Może to trening siły przetrwania w Tower of Insolence okazuje swoje efekty?

Tak czy inaczej, mości Zobi teraz siedzi głównie ze swoim klanem, toteż mamy wiele czasu na własne bicie. No, ale Drużyna Pierścienia też nie zawsze była w komplecie!

Założyliśmy też sojusz z klanem TheShadowOfDeath. Ilość żołnierzy w tymże klanie jest dziesięciokrotnie większa niż u nas, jednak aktywnością i tak ich przebijamy ;).
Plusem niewątpliwie jest, że moża od czasu do czasu jakiegoś bossa odwiedzimy...

Pierwsza wyprawa sojuszu na wybranego bossa okazała się nieco bezowocna - nikt niestety nie uznał za istotne upewnienie się, czy nasz wybrany boss żyje, czego efektem była wyprawa na powietrze i 30 punktów karmy, które zarobiłem, niechcący zabijając panterę mości Zobiego. O fakcie bycia PK(Player Killer, explain 4 newbies) dowiedziałem się dopiero po czterokrotnym użyciu SoE(Scroll of Escape). Jako że wciąż wyrzucało mnie gdzieś w północne okolice miasta, postanowiłem pójść do niego na nogach. Ten pomysł z kolei wybili mi z głowy strażnicy miasta, którzy dużo szybciej ode mnie zdali sobie sprawę, że mam punkty karmy.

Nie, żebym walczył dzielnie...

Na szczęście po śmierci karma zeszła i mogłem już cieszyć się wstępem do miasta, w którym to nasza sześcioosobowa drużyna bossowa rozsypała się niczym "Candle in the wind".

Pozostałe trzy osoby, czyli ja, mości Makak i szanowna łuczniczka Heretic nie mogły się zdecydować, dokąd pójść ze względu na różnicę lvli. W końcu i my poszliśmy w rozsypkę, zachowując jednak oficjalną drużynę, coby można było pogadać.

I tu zaczęły się schody. Ja i mości Makak poszliśmy do katakumb odwiedzić Wiedźmę. A że w podziemiach ciekawiej bije się, rozmawiając, zaczęliśmy mówić z szanowną Heretic.

Szczegółów nie muszę opisywać, wystarczy wspomnieć, że nasz wspólny z mości Makakiem wysiłek i nieprzeciętne umiejętności na tym polu doprowadziły szanowną do stanu obrażeń psychicznych, czego elementem był tzw. "foch". Na szczęście nie zdaje sobie sprawy z trwałych śladów w psychice, które jej przy okazji zostawiliśmy.

Już nic nie będzie takie samo... ;)

Do następnego!
Zielony

czwartek, 1 kwietnia 2010

Krótka wizyta trzeciego

Trzeci nasz kompan, mości Zobi długo niestety miejsca w naszych szeregach nie zagrzał - po kilku dniach klanowania, uznał dziś w końcu, że przejdzie do bardziej licznego i efektownego zgromadzenia. Jeszcze nie wiem, gdzie.

Tak czy inaczej, stos go tym razem ominął, ponieważ żadnych jeszcze cennych informacji godnych wykradzenia nie mamy. Ale miano betrayera zdobył, zdobył...

Naszym kolejnym celem jest wyposażenie mości Makaka w porządną zbroję klasy A! Po pierwszych przemyśleniach doszliśmy do wniosku, że można by kupić. Dopiero potem się okazało, że kosztuje to trochę więcej adeny niż się wydawało.

Wypadłem więc z pomysłem zdobycia przepisu tudzież materiałów na chociaż główną część zbroi(tzw. klatę), coby ukrócić nieco koszty bezpośrednie. Najkorzystniejszym miejscem na spoil tejże recki okazała się wieża zwana Tower of Insolence. I cóż my biedni, niskolevelowi, niedoświadczeni i niewyposażeni bohaterowie mogliśmy zdziałać w tym pięknym i niebezpiecznym miejscu, zwłaszcza na piętrze czwartym, gdzie owa recka wylatuje?

Dużo.

Okazuje się, że dajemy radę, mimo nierzadkich spotkań twarzy z podłogą i ciągłych narzekań mości Zobiego. Co prawda wymarzone miejsce do beztroskiej sieczki to to nie jest, ale jednak trwamy w naszej misji.

Jeszcze nie udało się nam zdobyć feralnej recki, ale wciąż jestem dobrej myśli.

W końcu, gdzie nam się spieszy? ;)

Do następnego!
Zielony

poniedziałek, 29 marca 2010

Dzieje klanu Onych

No i zaczęło się.

Pierwszy klanowy quest: Zdobycie duali(podwójnych mieczy)klasy A dla mości Makaka. Po krótkiej naradzie dotyczącej sposobów i środków, padła decyzja: Kupić! - ponieważ do stworzenia duali powyżej klasy B potrzebny jest materiał, który zdobyć może wyłącznie władca jednego z kilku tylko na całym serverze Zamków. A że na oblężenie Zamku mamy póki co... err... niedobór żołnierzy, decyzja ta wydała nam się najsłuszniejsza.

Szybkie przeliczenie cen na rynku i zrozumiałem, że duale klasy A będą kosztowały pomiędzy 300 a 500 milionów adeny. Do zrobienia w kilka dni na Infinity bez tracenia życia w tym drugim świecie(niektórzy zwą go "rzeczywistością". Też nie wiem, dlaczego. Ale nie wiem też, dlaczego wywar gotowany na ścierwie drobiu nazywa się "rosół". W razie posiadania przez czytelnika wiedzy na ten temat, proszę o kontakt, najlepiej telepatyczny.). Bez zbędnego gadania poinformowałem mości Makaka, że sprzęt uda się zdobyć w parę dni.

Szczęśliwym trafem jednak, rynek Aden okazał się bardzo przyjazny i już następnego dnia znalazłem na nim handlarza nadzwyczaj chętnego do negocjacji. Za skromne ~100 milionów adeny nabyłem duale klasy A, mimo że nie z najwyższej półki, całkiem sprawne i nie wyszczerbione.

Tak oto w niecałe dwa dni udało się wykonać pierwszego klanowego questa... Mamy powód do dumy, zwłaszcza po ostatnim, dodatkowym łupie zdobytym w Tower of Insolence: dwa zwoje enchantu broni B, warte niemal 50 milionów każdy. Spoil piękna rzecz.

Oby tak dalej.

Do następnego!
Zielony

piątek, 26 marca 2010

Katy i Klan

Wpadłem wczoraj na piękny pomysł: Zrobię klan!

Nic to, że pomysł ten wpadł mi do głowy w środku bicia w katakumbach... Mości Makak po utwierdzeniu się w przekonaniu, że będzie to potężny jak cholera dwuosobowy klan, dołączył do niego. I tak oto dowiedziałem się, na przykład, że tytułu nadawać nie można, jeśli klan ma niższy poziom niż trzeci. Nie było to problemem - szybka wyprawa na Blood Queens i po powrocie z dumą ogłoszone zostało zdobycie trzeciego poziomu klanu! Mości Makak był szczególnie zadowolony ze swojego przydomka "Prince", który, jak sądzę, oddawał w pełni duszę postaci...

Jednak z braku inwencji twórczej, herb klanu(crest) dopiero dzisiaj wygrawerowany świeci na zbrojach licznych(2) klanowiczów. Mości Zobi jak na razie jest w innym klanie, a sądząc po liczebności tudzież możliwościach najbliższej przyszłości obu klanów, to nie wybierze tego naszego...

Przy okazji, podczas pierwszej klanowej wyprawy do katakumb(jak to dumnie i uroczyście brzmi...) Makak uznał zgodnie z prawdą, że rzadko się zdarza, żeby cały klan razem bił w jednym miejscu, co zdarzyło się nam właśnie podczas wczorajszych kat. Nowy rozdział w podróży!

Byłbym zapomniał: Klan nazwałem "Oni", na cześć znakomitego artykułu na jedynej prawdziwej i rzetelnej encyklopedii Internetowej, którego treść znaleźć można pod tymże hasłem.

Do następnego!
Zielony

piątek, 19 marca 2010

Katakumby i Jednoskrzydła

Było nas trzech...
Jak to często bywało wcześniej - wytrwali w boju xD.

Z braku chęci do szukania klanu poszliśmy do Wiedźmy na herbatkę. Znaczy, do katakumb.
Oczywiście szybko padliśmy, co utwierdziło nas w przekonaniu, że Wiedźma wymaga wyższego lvlu/więcej ludzi.

Pozostały Apostaty - słabsze, ale równie interesujące miejsce. Po minięciu kilku początkowych komnat, pozostawiając za sobą krwawy(o ile one krwawią...) ślad, doszliśmy do sali zajętej przez inną trójkę, przypominającą z pozoru boty. Tzn, jeden bije, reszta się przygląda i żaden nie odpowiada na wiadomości. Decyzja podjęta została szybko: Lejemy ich!

Jak to początkujący PvP-iarze, strategię mieliśmy prostą: Lać jednego we trójkę. Oczywiście na dobry pomysł lania jednak najpierw healera(tego, co to leczy) wpadliśmy dopiero po śmierci i szybkim wskrzeszeniu jednego z nas.

No nic, zdarza się... bijemy tego healera z mizernym skutkiem, bo z tyłu nas kamael z kuszy eliminuje dużo skuteczniej. Wytrzymaliśmy jednak na tyle długo, żeby podjąć próby wskrzeszania się nawzajem na bieżąco. Kamaelka jednak nie była botem, bo szybko przerywała te nasze próby. Tak oto ponieśliśmy straty w ludziach w ilości trzech, przy czym mnie, jako pierwszemu celowi(w puszkę sardynek ponoć łatwiej trafić...) owej kamaelki udało się zginąć dwa razy.

Że to nie były boty, dowiedzieliśmy się dosyć szybko, bo już po pierwszych sekundach walki...

I oczywiście, jak to po każdej walce, nieważne czy wygranej, czy przegranej, nadeszła chwila jej podsumowania. Na tym polu mości Makak wyręczył mnie i Zobiego zdaniem jakże podkreślającym przebieg walki i wyjaśniającym wszelkie wątpliwości co do przyczyny ostatecznego jej wyniku:

"Je*any healer..."

Jako dzielni i odważni wojwnicy postanowiliśmy jednak nie kończyć w ten sposób tak pięknej przygody i ruszyliśmy znów z miasta na podbój katakumb. Tym razem poszlismy w drugą odnogę labiryntu, postanowilismy bowiem dzielnie nie przeszkadzać szlechetnej kamaelowej drużynie...

Do następnego!
Zielony

Eksperymenty

Po zalogowaniu się zadziałały Prawa Murphy'ego i oczywiście po minucie gry, kiedy to piksele jeszcze szukają swoich miejsc na ekranie, nuty tła muzycznego zakłóca słynne, wielokrotne "łi". Znaczy, ktoś na gg napisał.

Sądząc po ilości owych "łi", uznałem, że to na pewno zobi. Rzeczywiście! Pytał, czy bym nie zagrał.
Pomijając szczegóły...
Party, itp.

Gramy. Pyta, gdzie idziemy. To piszę: kasa czy exp? Kasa. To na mahumy(takie futrzaste kasonabijki). Po paru chwilach zmagań wpadłem na pomysł, żeby iść na spoila(czyt. szperanie w zwłokach/ścierwach zabitych mobów w poszukiwaniu materiałów) do Giant's Cave(Jaskinia Gigantów... oczywiście, że po ęgilsku lepiej brzmi ;).

Takoż(musiałem, sorry ;) wyruszyliśmy.

Nie minęło jednak dwadzieścia minut bezczeszczenia martwego mięcha, kiedy otrzymuję petycję od mości zobiego: "29k expa, a lejemy długo jednego... mało!". Nie dało nic tłumaczenie, że tym razem jesteśmy tu nie po level, tylko po ciekawe maty ze spoila. Po kilkukrotnym przypomnieniu, żeby nie chrzanił, tylko moby ściągał, dał jednak za wygraną i uciekł na swój spot, żeby dobić lvl.

Nie ma to jak gra tylko dla lvlu, nie? xD

Potem dołączył niejaki Makak ze swoimi tańcami. Nadszedł temat klanu, do którego mieliśmy wejść, a który to ja proponowałem jako dobry, polski klan, który chętnie przyjmie oprócz mnie paru kolegów.

Coby dużo nie pisać po próżnicy, napiszę tylko, że panowie z mienionego klanu uznali, że tego dnia będą niemili i odmówią przyjęcia. A co, raz się żyje, nie? :D Co z tego, że parę dni wcześniej byli bardzo otwarci na nowe twarze(err.. chary?). Oczywiście, nie będę wymieniał nazwy klanu, bo jakiekolwiek trzymanie się zemsty czy innych prób udowodnienia wszystkim swojej idealności jest mi nie tyle obce, ile po prostu porównywalne z piciem trucizny w nadziei, że zrani ona kogoś innego.

Tak czy inaczej, stoimy w Rune, a klanu nie ma. Jako że i tak zwykle gramy ze sobą, nie wywarło to na nas specjalnego wrażenia i poszliśmy coś ubić. A że ze średnim tym razem rezultatem(eksperymenty...), to już inna sprawa.

Do następnego!
Zielony

środa, 17 marca 2010

x200? wtf?

Zdecydowanie dziwnie się bije na serverze x200 tuż po farmieniu na x5... czuć jakąś subtelną różnicę... może dlatego, że po godzinie poziom jest znacznie bliżej 85 niż 1?

W każdym razie, jak to na takich high-rate'ach - w sklepie ustawionym specjalnie na środku większości miast można kupić prawie wszystko. Może to dlatego nigdy nie zagrzałem na żadnym high serverze miejsca dłużej niż trzy tygodnie?

Pod wieczór przyszedł czas na stary, dobry Infinity(x5). Zobi jak zwykle okazał się nad wyraz pomysłowy: po zauważeniu bijącego niedaleko BD od razu tekst: "Lejemy go? We dwóch damy radę!". Przystałem na ten jakże twórczy pomysł, całkowicie świadom szaleńczości tego kroku, jako że dany BD był już w klanie, co nie zapowiadało szybkiego końca przygody...

Nie omyliłem się - po zaledwie trzech ukatrupieniach wytrzymałego gracza, na horyzoncie pojawiły się szlachetne kontury(tekstury?) kilku ważnych jak choroba osobistości z tegoż równie poważnego klanu. Znaczy, przyszła obstawa.

Mógłbym napisać, że walczyliśmy dzielnie do ostatniej kropli krwi i że wiele potu przelało się podczas tej długiej i wyczerpującej bitwy...

...ale bym skłamał. Padliśmy po trzech rzuconych przez powyżej wymienione osobistości czarach. Oczywiście radośnie i przyjaźnie nastawione persony szybko nas wskrzesiły, coby się na jednym ubiciu nie zakończyło. Po zmaltretowaniu nas ze cztery razy, dali do zrozumienia, że jak nie będziemy pomniejszej osobistości BD zabijać, dadzą nam spokój.

Oczywiście, że wpadliśmy na genialny pomysł ubicia tejże pomniejszej osobistości później, jak już osobistościom szlachetniejszym znudzi się pilnowanie młodziana. Nic jednak z tego nie wyszło - młody BD najwyraźniej nie znalazł w sobie odwagi pozostania w naszym sąsiedztwie samotnie, toteż po kilku chwilach napawania się swoją odwagą tudzież plecami większymi od klaty :D, poszedł razem z wymienionymi plerami gdzieś poza horyzont.

A nam pozostało jedynie bicie mobów, co raczej oznaczało koniec ciekawszej części przygody...

Na ten raz tyle i do zobaczenia następnym razem, już pewnie w klanie Nomaden!

Zielony ;)

wtorek, 16 marca 2010

Początki

No, od czegoś trzeba zacząć...

Krótko: To historia z gry L2 na serwerze Dragon-Network. Nie spodziewaj się niczego poważnego.

Zaczynajmy...

Krasnal o imieniu(nicku?) tojamatole. Ten nick nie był nadany z jakichś szczególnych powodów - napisałem to, co jako pierwsze przyszło mi do głowy: "Co odpowiem, gdy ktoś zapyta kim jestem?". I tak już zostało. Dziwnym trafem, najdłużej grałem tymi postaciami, które miały właśnie takie "znikąd" nicki. Drugi przykład to "type" - postać, którą grałem jak dotąd na Infinity(jeden z serv. Dragona) najdłużej. A nick? Ot tak - nie wiedziałem, co wpisać, to wpisałem angielski odpowiednik słowa "wpisz" xD.

Dobra, starczy tego. Dzisiaj piszę o wczorajszym dniu. Pobiliśmy trochę z Makakiem(BD) na mahumach. W sumie najciekawszym epizodem było nasze rozmyślanie na temat tych, co to obok nas bili: Czy to boty, czy jednak prawdziwi gracze? Na nieszczęście odpowiedzieli na moją wiadomość, więc nic nie wyszło z PK(albo, inaczej: BK, czyli botkill... dobra nazwa?).

Wyleciały mi ze łba te najśmieszniejsze fragmenty gadaniny podczas bicia, ale to się nadrobi jutro. Albo dzisiaj wieczorem, jak będę miał ochotę ;). Wystarczy tylko wspomnieć, że po skończeniu farmienia i zejściu z gry nie minęło pięć minut, a mości Zobi pisze na gg, czy "gramy coś?". Nie ma to jak wyczucie czasu :D

Do następnego!
Zielony