poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Zmiany

Pierwszą sprawą jest sprzęt dla mości Makaka - po chwili słowiańskiej zadumy uznaliśmy, że dużo łatwiej dokupić hełm klasy B, coby set był kompletny, niż tracić życia w dążeniu do zdobycia niewiele lepszej zbroi.

Pomysł okazał się trafny - teraz śmigamy u Wiedźmy w najlepsze, czyszcząc duże sale we dwóch, podczas gdy wcześniej mieliśmy duże trudności z utrzymaniem się przy życiu we trzech. Może to trening siły przetrwania w Tower of Insolence okazuje swoje efekty?

Tak czy inaczej, mości Zobi teraz siedzi głównie ze swoim klanem, toteż mamy wiele czasu na własne bicie. No, ale Drużyna Pierścienia też nie zawsze była w komplecie!

Założyliśmy też sojusz z klanem TheShadowOfDeath. Ilość żołnierzy w tymże klanie jest dziesięciokrotnie większa niż u nas, jednak aktywnością i tak ich przebijamy ;).
Plusem niewątpliwie jest, że moża od czasu do czasu jakiegoś bossa odwiedzimy...

Pierwsza wyprawa sojuszu na wybranego bossa okazała się nieco bezowocna - nikt niestety nie uznał za istotne upewnienie się, czy nasz wybrany boss żyje, czego efektem była wyprawa na powietrze i 30 punktów karmy, które zarobiłem, niechcący zabijając panterę mości Zobiego. O fakcie bycia PK(Player Killer, explain 4 newbies) dowiedziałem się dopiero po czterokrotnym użyciu SoE(Scroll of Escape). Jako że wciąż wyrzucało mnie gdzieś w północne okolice miasta, postanowiłem pójść do niego na nogach. Ten pomysł z kolei wybili mi z głowy strażnicy miasta, którzy dużo szybciej ode mnie zdali sobie sprawę, że mam punkty karmy.

Nie, żebym walczył dzielnie...

Na szczęście po śmierci karma zeszła i mogłem już cieszyć się wstępem do miasta, w którym to nasza sześcioosobowa drużyna bossowa rozsypała się niczym "Candle in the wind".

Pozostałe trzy osoby, czyli ja, mości Makak i szanowna łuczniczka Heretic nie mogły się zdecydować, dokąd pójść ze względu na różnicę lvli. W końcu i my poszliśmy w rozsypkę, zachowując jednak oficjalną drużynę, coby można było pogadać.

I tu zaczęły się schody. Ja i mości Makak poszliśmy do katakumb odwiedzić Wiedźmę. A że w podziemiach ciekawiej bije się, rozmawiając, zaczęliśmy mówić z szanowną Heretic.

Szczegółów nie muszę opisywać, wystarczy wspomnieć, że nasz wspólny z mości Makakiem wysiłek i nieprzeciętne umiejętności na tym polu doprowadziły szanowną do stanu obrażeń psychicznych, czego elementem był tzw. "foch". Na szczęście nie zdaje sobie sprawy z trwałych śladów w psychice, które jej przy okazji zostawiliśmy.

Już nic nie będzie takie samo... ;)

Do następnego!
Zielony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz