Tak idzie. Nasz były klanowicz, Zobi, ostatnio wpadł w stan lekkiej złości(czyt. pienił się), kiedy podjechaliśmy do niego na striderach(tzw. smoczkach). Cytował nie będę, bo nie chce mi się wciskać tyle razy gwiazdki na klawiaturze. W każdym razie nie był nami zachwycony, ale trudno się dziwić - w nowym klanie jest tak zajęty, że nie znalazłby pewnie czasu na lvlowanie hatchlinga(młody strider), a co dopiero robienie questa na stridera.
Tak czy inaczej, następnym questem jest zenchantowanie broni mości Makaka na +3. Zadanie próbuje mi utrudnić sama gra - z niewiadomych powodów nie lubi, kiedy zostawiam sklep ustawiony na noc i po krótkim czasie po prostu mnie wyrzuca z grona podłączonych, czego efektem są dwie noce i jeden dzień bezowocnego zużywania prądu. Nic to - czasem trzeba pomyśleć nad innymi rozwiązaniami.
Dosyć ciekawą propozycję otrzymałem niedawno od klanu Zobiego - sojusz. O ile na pierwszy rzut oka wygląda to atrakcyjnie, o tyle po paru sekundach w miarę aktywnego myślenia cień zakrywa pseudokorzyści sojuszu.
Przede wszystkim, nie uśmiecha mi się robienie za dostające w zęby od wrogów Drunkardów zaplecze finansowe.
Poza tym, nawet gdyby wojny nie było, nie mam zamiaru łączyć sił z klanem, w którym nikomu nie przeszkadza bot.
Krótko, zwięźle, slangowo acz treściwie mówiąc/pisząc: pi***olę ich.
Do następnego!
Zielony
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz