Było nas trzech...
Jak to często bywało wcześniej - wytrwali w boju xD.
Z braku chęci do szukania klanu poszliśmy do Wiedźmy na herbatkę. Znaczy, do katakumb.
Oczywiście szybko padliśmy, co utwierdziło nas w przekonaniu, że Wiedźma wymaga wyższego lvlu/więcej ludzi.
Pozostały Apostaty - słabsze, ale równie interesujące miejsce. Po minięciu kilku początkowych komnat, pozostawiając za sobą krwawy(o ile one krwawią...) ślad, doszliśmy do sali zajętej przez inną trójkę, przypominającą z pozoru boty. Tzn, jeden bije, reszta się przygląda i żaden nie odpowiada na wiadomości. Decyzja podjęta została szybko: Lejemy ich!
Jak to początkujący PvP-iarze, strategię mieliśmy prostą: Lać jednego we trójkę. Oczywiście na dobry pomysł lania jednak najpierw healera(tego, co to leczy) wpadliśmy dopiero po śmierci i szybkim wskrzeszeniu jednego z nas.
No nic, zdarza się... bijemy tego healera z mizernym skutkiem, bo z tyłu nas kamael z kuszy eliminuje dużo skuteczniej. Wytrzymaliśmy jednak na tyle długo, żeby podjąć próby wskrzeszania się nawzajem na bieżąco. Kamaelka jednak nie była botem, bo szybko przerywała te nasze próby. Tak oto ponieśliśmy straty w ludziach w ilości trzech, przy czym mnie, jako pierwszemu celowi(w puszkę sardynek ponoć łatwiej trafić...) owej kamaelki udało się zginąć dwa razy.
Że to nie były boty, dowiedzieliśmy się dosyć szybko, bo już po pierwszych sekundach walki...
I oczywiście, jak to po każdej walce, nieważne czy wygranej, czy przegranej, nadeszła chwila jej podsumowania. Na tym polu mości Makak wyręczył mnie i Zobiego zdaniem jakże podkreślającym przebieg walki i wyjaśniającym wszelkie wątpliwości co do przyczyny ostatecznego jej wyniku:
"Je*any healer..."
Jako dzielni i odważni wojwnicy postanowiliśmy jednak nie kończyć w ten sposób tak pięknej przygody i ruszyliśmy znów z miasta na podbój katakumb. Tym razem poszlismy w drugą odnogę labiryntu, postanowilismy bowiem dzielnie nie przeszkadzać szlechetnej kamaelowej drużynie...
Do następnego!
Zielony
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz